poniedziałek, 7 maja 2012

07.05.2012 - v.2

Dawno, dawno temu, mniej więcej dziś o 17 przyszła po mnie Agnieszka, bo miałyśmy iść do lasu. Już od początku było śmiesznie, zaczęło się od :
[J]a : Aga, chcesz cukierka?
[A]ga : Nie. A jaki? Nie. Albo daj schowam do kieszeni.
Następnie gdy szłyśmy do Zakazanego Lasu spotkałyśmy krowy. Wymyśliłyśmy więc, że krowy mukają, koguty kogutają, psy chał chałają, koty kici kiciają, Darie darukają, Agnieszki agutają,  komary komarkają itp. Idąc przez las zobaczyłyśmy biegającego chłopaka, zaczęłyśmy krzyczeć "Kochanie, nie zostawiaj mnie" etc. Poszłyśmy dalej, spotkałyśmy owego chłopaka ponownie, tym razem biegł z przodu, więc ja wyciągnęłam ręce i kawałek biegłam w jego kierunku ^^, następnie wyjęłam cukierka i zaczęłam go odpakowywać, Agnieszka zapytała :
[A]: Ile jeszcze masz?
[J] : Jednego.
[A] : Haha, a ja mam dw<beek>aa.
Zabrzmiało to jak growling, Nergal zazdrościł by jej tego głosu. Agnieszka ze śmiechu usiadła na ziemi, ja utrzymałam się na nogach. Zaczęłyśmy wracać do domu, znów spotkałyśmy owego chłopaka :
[J] :Kochanieee!
[A] : No gdzie lecisz?
[J] : Kotku, nie przewróć się!
Potem doszłyśmy do wniosku, że to ktoś z Ministerstwa Magii, ja zaczęłam się wydzierać, że wiem o magii, i że mają mnie ze sobą zabrać, że chciałabym być "Czymsiem do spraw mugoli". Potem spotkałyśmy wiecie kogo? :) Tak, tego kolesia, tym razem Aga "Ejj, wiesz która godzina? Halo! Do ciebie mówię. Czyli nie? A wal się.". Następnie dotarłyśmy na plac, ja zajęłam pierwszą huśtawkę, Aga czekała na swoją ze 40 minut. Jeden bachor zaczął z nami walczyć. Czym, zapytacie? Otóż najpierw była niezwykle groźna broń - patyki.  (Tylko nie patyki...)  Za każdym razem gdy Kamil chciał uderzyć Agę ta zabierała mu patyk. Przeszedł do broni cięższego kalibru, do kamieni. Szkoda tylko, że Aga łapała każdy kamień, bądź do niej nie dolatywał -.-". Przyszedł czas na piłkę (Wpadnijmy w piłkoooo szaaaał!). Ja każdą piłkę kopniętą w moją stronę łapałam, bądź kopałam. Wreszcie bachor się wkurzył. Wziął do ręki piasek. Już chciałam umrzeć...
Gdy w końcu dzieciak usiadł na huśtawkę z balkonu zawołał go ojciec i tyle go widzieli. A ja tak dobrze się bawiłam... Następnie rozeszłyśmy się, ja wszamałam Góralka i siedzę na kompie.
Nasz słownik :
Dźwięk który wydaje krowa - mukanie
Dźwięk który wydaje kogut - kogutanie
Dźwięk który wydaje kura - kurkanie
Dźwięk który wydaje komar - komarkowanie
Dźwięk który wydaje kot - kici kicianie
Dźwięk który wydaje mama - mamanie




Dobra, na razie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz