WAKE UP, IT'S SUNNY DAY!
Wczoraj... wczoraj była jedna z najgorszych niedziel w moim życiu, nie licząc... Eh... więc wstałam rano, wykompałam się, ubrałam i usiadłam na komputer. Opublikowałam notkę i pisałam z Matyldą. Ostatnimi czasy schemat naszych rozmów, wygląda tak :
[M] : Wraaacaj do mnie! /[D] : Matyldaa! Wracaj póki mam internet!
.
.
.
Potem jakaś godzina, lub więcej naszych rozmów.
.
.
.
Nagłe urwanie rozmowy przez mój brak neta.
Wczoraj akurat ja napisałam do niej, że ma wrócić, póki mam neta. Czekałam na nią tylko jakieś pięć minut. Ma świetne wyczucie czasu. Jak ja kocham te nasze rozmowy. I opowiadanie... :3 Aham, skoro mówimy o opowiadaniu, Matylda, mam pomysł, a zapisuję go tutaj, żeby nie zapomnieć. Albo Julie przeżyje, albo może znajdziesz jakąś dziewczynę która pocieszy Axla. :3 Ale Julie lepsza. A jak nie, to... koniec naszych rozmów! Wiesz, że kocham cię szantażować, nie? :3 Next. Około 11 był obiad, bo potem jechaliśmy do Rychnowa, więc męczyłam się z nim ze 30 minut, w końcu nie zjadłam. Nadal pisałam z Matyldą i chyba Nat, ale nie dam głowy. Potem wyjątkowo naszej rozmowy nie skończył brak neta, ale to, że musiałam już jechać. W Rychnowie usiadłam jeszcze na niecałą godzinę na kompa i kontynuuowałam rozmowy. Potem musiałam iść na ten chory festyn.
THANK YOU, MOMMY!
Na tym festynie umierałam z nudów. Jeszcze puszczali jakieś disco-polo... Gunsi nie zagłuszali piosenek z tego gówna! W końcu zainstalowałam GG w komórce. Pisałam z Nat, nie widziałam, że Matylda też pisze, ale potem zauważyłam i pisałam i z Nat, i z Matilde. Nadal umierałam z nudów i piłam Pepsi. Patrzyłam na jakieś schlane mordy ludzi (swoją drogą, jak można iść na imprezę, bo jakkolwiek by nie było to jednak impreza, i być schlanym już o 15!?) i próbowałam zagłuszyć ich muzykę Evanescence, Gunsami i Velvet Revolver, jednak z marnym skutkiem. Czemu oni mieli takie dobre nagłośnienie!? Czemu!? Jednym słowem - umierałam. Jeszcze Filip bił mnie jakimś wiatraczkiem... Potem ja, Marta, Patryk, Paulina, Filip i Nikola poszliśmy do domu, tam znowu usiadłam na kompa i dalej pisałam z Matyldą. No niestety, wszystko co dobre, kiedyś się kończy.
WELCOME TO THE FUCKIN HELL
Niestety musiałam wrócić na tę imprezę. Teraz było normalnie tragicznie. Wszyscy w koło byli pijani. Jakieś stare babcie po 80 lat tańczyły, nikt nie zwracał uwagi na moje prośby i sugiestie odnośnie powrotu do domu, było mi niedobrze i słabo. Miałam ochotę coś rozwalić. Zaczęłam pisać SMS'y z Agnieszką i w końcu poprosiłam ją by do mnie zadzwoniła za chwilę. Powiedziałam, że idę się przejść, bo mieliśmy wracać za godzinę... przez godzinę to ja bym się tam chyba pocięła. Czymkolwiek! Więc poszłam się przejść, Aga zadzwoniła, ale nie mogła rozmawiać, więc skończyłyśmy rozmowę. Szłam przed siebie, nie wiedząc gdzie dojdę, wkurwiona i obrażona na cały świat. Gdy szłam koło ronda zobaczyłam martwego kotka. Był taki śliczny... leżał na ziemi, jakoś tak dziwnie wygięty... chyba miał złamany kręgosłup. Sądząc po ilości much, to już leżał tam conajmniej od dna poprzedniego. Zaczęłam płakać. Szłam jakiś kilometr, zmarznięta, łzy płynęły mi z oczu... Może nie jestem jakoś strasznie wrażliwa, ale byłam zdenerwowana, zmarznięta, wszystko mnie bolało, było mi słabo, ale jakbym tam wróciła... No więc szłam tak, uspokoiłam się trochę, ale zadzwoniła Agnieszka. Znów się rozryczałam opowiadając jej o kocie. Po chwili jednak się uspokoiłam. Szłam tak nie wiedząc za bardzo gdzie idę, ale po chwili zorientowałam się, że idę w sumie w stronę Golubia, no niestety, nie miałam siły iść 20 km do domu, więc doszłam do torów kolejowych i zaczęłam kierować się w stronę tego festynu. Tam wypiłam jeszcze Pepsi i nareszcie upragniony, i jak się spodziewałam lepszy powrót do domu. Jednakże myliłam się. Pojechaliśmy zatankować, po tankowaniu w całym samochodzie śmierdziało benzyną. Było mi niedobrze, jeszcze bardziej. Żeby o tym nie myśleć weszłam na GG, tam chwilę pogadałam z Matyldą, ale bateria mi padła... więc jechałam wdychając okropny, drażniący zapach benzyny, gazu, nie wiem co to było...
STAIRWAY TO HEAVEN
Nareszcie... dom... Na szczęście był internet. Kontynuuowałam rozmowę z... Tak! Matyldą! :3 Ale niestety, przed godziną 12 w nocy wyłączono mi internet. Nie miałam siły już tam siedzieć, więc poszłam spać...
THE END
PS. Notkę piszę dokładnie 25.06.2012, o godzinie 09:23 w programie WordPad.
Eternity.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz