WELCOME TO THE JUNGLE BABY!
Jezuu! Ja się zabiję! Od dwóch dni miałam internet zaledwie przez jakąś godzinę... Teraz, gdy piszę tę notkę jest 24.06.2012, godzina 9:38. Nie wiem kiedy ją opublikuję, bo nie wiem jak będzie z internetem. Piszę ją w Wordzie. Dziś jadę do Rychnowa, na jakiś zryty festyn. Jak ja nienawidzę na czymś takim być! Grunt, żebym słuchawki wzięła, bo tam zginę bez nich. Wczorajszy dzień upłynął jak zwykle dość fajnie (wczoraj był 23.06). Od rana nie było internetu, więc z nudów posprzątałam, potem poszłam się wykąpać - siedziałam w wannie ze dwie godziny i słuchałam muzyki - tak się nudziłam. Jeszcze siedziałam sama, więc nawet kogo powkurzać nie było... Potem chodziłam z laptopem po domu w nadzieji, że złapię zasięg do jakiegoś niezabezpieczonego hasłem łącza. Następnie, około 14 udało mi się wyciągnąć Agę na dwór, poszłyśmy po Kercika, ale siedziałyśmy pod blokiem, bo nie opłacało nam się nigdzie iść. Ja zadręczałam ich opowiadając o moich "historiach". Siedzimy, a raczej one siedzą - ja stoję i przemawiam, a Kercik w pewnym momencie "A ja piłam colę!". Potem Kercik poszła, a ja i Aga poszłyśmy na zamek. W drodze zjadłam loda Frugo (nie, nie jaram się tym napojem jak niewiadomo czym - sok jak sok). Następnie szłyśmy i zobaczyłyśmy Wiktorię, Klaudię i Mumina siedzące chyba u Lesiaka, no więc skręciłyśmy i szybko się od nich oddaliłyśmy. Dotarłyśmy na zamek. Wdrapałyśmy się po schodach, poszłyśmy na ten taki punkt widokowy, potem usiadłyśmy na płotku i patrzyłyśmy na Golub-Dobrzyń. Dalej poszłyśmy kawałek w dół, potem wróciłyśmy na górę i udałyśmy się w drogę powrotną. Agnieszka zaprezentowała swój refleks, przejechał samochód - Agnieszka popatrzyła na niego, on już prawie zniknął za zakrętem a Agnieszka - O, MLECZEK JECHAŁ! Ja oczywiście "facepalm", ale nie omieszkałam mu pomachać. Potem poszłyśmy przez rynek, małym mostem i na plac. Na placu pogodziłam się z Pauliną, a Kamilek, jak to Kamilek jak zwykle chciał nam zatruć życie. Kamil doszedłszy do wniosku, że jakoś zbytnio mi nie przeszkadza, że mnie sypie piaskiem, poszedł bawić się puszką po moim napoju. My poszłyśmy na huśtawki, a następnie do mnie. Przez chwilę był internet. Aga coś tam robiła na moim laptopie, a ja na laptopie brata pisałam z Matyldą i Nat, agnieszka oblała się wodą, miała na bluzce wielką plamę, potem znów nie było internetu, więc z Agą zabrałyśmy się za nasze filmiki. Pomalowałyśmy sobie twarze i najpierw nakręcałyśmy jakieś scenki, potem ja założytłam bandanę na głowę, ona wzięła do ręki parasol (czytaj : Swojego Gibsona Les Paula - czyli gitarę) ja do tego wzięłam mikrofon, włączyłam kamerkę, Sweet child i zrobiłyśmy koncert. W sumie wyszło nieźle. Postanowiłyśmy wyjść na dwór, poszłyśmy zmyć nasz "makijaż". Aga do mnie coś takiego "Daria, mocno jeszcze widać tą pla..."
Jej bluzka była jeszcze bardziej mokra, bo Aga pochlapała się myjąc twarz. Next. Poszłyśmy na plac, potem do lasu, przeszłyśmy przez zarębę i się rozeszłyśmy. Ja poszłam do domu. Około 20-21 internet był, a potem znów go nie było. Więc po raz kolejny zostawiłam Matti, skazaną na nudę. Posiedziałam jeszcze trochę w nadzieji, że znów będzie, ale jednak go nie było, więc położyłam się spać. Dziś od rana wszystko mnie wkurza, więc nie wiem jak ja wytrzymam w rychnowie. Jakoś muszę... Bolą mnie plecy... To pa.
You know were you are!? You're in the jungle baby! You gonna dieee!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz