wtorek, 31 lipca 2012

31.07.2012 - THE END

No więc na tym blogu nie będe już zamieszczać notek, zostaje on oficjalnie przeniesiony na http://mrsbrownstonee.pinger.pl/ z tego powodu, iż ten zaniedbałam i raczej nie ma sensu kontynuowanie go. Dziekuję.
~Daria



sobota, 14 lipca 2012

14.07.2012


Pierdolona rodzinka! Eh, świetny początek, ale ja poważnie nienawidzę swojej rodziny. Znaczy wiem, że jest wiele osób którzy na pokaz nienawidzą bliskich, bo coś tam, ale ja taką pozerką nie jestem. Poważnie nijak nie czuję się z nią związana. Ale zacznijmy od początku. Wstałam około 7:00, ogarnęłam się trochę i usiadłam na komputer. O 7:47 (dokładnie) Agnieszka olśniła mnie telefonem, że miałyśmy iść na rynek. No więc o godzinie 8:25 miałam umyte i wysuszone włosy, byłam ubrana i gotowa do wyjścia. Doszłam do ulubionego miejsca chwilę przed Agnieszką, poszłyśmy na owy rynek. Bandany były praktycznie wszędzie, ale zapomniałam wziąć kasy. Spodobała mi się jedna morska, błękitna i granatowa. Chociaż beżowa i pomarańczowa też były niezłe. No więc obeszłyśmy rynek, tym razem szłam i śpiewałam "Sex, drugs and Rock N' Roll", cover "War on drugs" - Laughing Colors, wykonany przez Gunsów. No więc wyszłyśmy z rynku i poszłyśmy na plac, następnie do mnie. Aga poszła do domu i zostałam sama. Po pewnym czasie była jakaś awaria i nie było prądu, więc wyszłam z Agą. Poszłyśmy do sklepu, do lasu, do sklepu, na plac i do domów. Prąd już na szczęście działał. Nagle usłyszam "It's so easy" co jednoznacznie wskazywało na to, że ktoś do mnie dzwonił, odebrałam więc, dowiedziałam się, że muszę posprzątać, bo jacyś goście przychodzą. Pomyślałam "Oho, czyli jednak się zebrali". Tak btw. sporym plusem jest gdy matka nie posiada twojego numeru telefonu. Wracając do tematu, posprzątałam, usiadłam w swej samotni i czekałam jak na wyrok. Usłyszałam dzwonek do drzwi, nie myliłam się, przyjechała "Ciocia i wujek z Mazur", mówię na nich tak, bo nawet nie wiem jak się nazywają. W sumie nie dziwi mnie to, ostatni raz zamieniłam z nimi słowo na pogrzebie taty. Ponad dwa lata temu. Eh, dostałam czekoladę. No niestety, moja mama nie raczyła ich poinformować, że nie lubię czekolady. Tą jakoś, nawet nie całą zjadłam z Agnieszką. Akurat aż tak tragicznie słodka nie była... Ale teraz chce mi się rzygać. Potem zdesperowana napisałam do Agi żeby mnie ratowała, bo zaraz pójdę do nich z siekierą. No dobra, nie mam siekiery! Ale mam szablę. Nawet nie jedną. No i Aga przyszła i umiliła mi jakieś 2-3 godziny. Potem niestety musiała już iść, a ja znów jestem zdołowana. Teraz wyjaśnię krótko dlaczego żywię taką niechęć do mojej rodziny.
1. Materializm :
Przypadkiem usłyszałam rozmowę bratowej z tą ciotką, byłam w innym pokoju, ale było dobrze słychać. Więc usłyszałam, że gadają o moim tacie, bratowa - Justyna mówiła "Hary (daleka rodzina; zmarł na raka) przynajmniej był świadomy, mógł mówić i się przygotować, nie to co tata. Tata jak już trafił do szpitala to już nie było z nim kontaktu, gdyby miał tak jak Hary, to by mógł mamie pomóc (myślałam, że chodzi o wsparcie duchowe. Cóż, pomyliłam się) zabezpieczyć je finansowo na przyszłość." W tym momencie chciałam iść i jej przyjebać. No czy ona oczekiwała, że gdyby tata nie był tzw. roślinką, to zapierdalał by na nas przez ostatni miesiąc życia!? No nawet ja bym mu nie pozwoliła. To smutne, jak można być takim materialistą? Przecież pieniądze to do chuja nie wszystko, ale najwidoczniej nie dla Justynki.
2. Wrodzona bystrość :
Godzina trochę nie typowa, ponieważ 0:00, ale Darsi musiała powiesić pranie które zrobiła o 23:00 bo wcześniej się nie dało. No więc idę przez salon z ogromnym koszem prania w rękach. Odstawiam na podłogę, żeby otworzyć balkon, a J. wykazała się spostrzegawczością, i zapytała :
[J]ustyna : A co robisz?
[D]arsi (ja) : Trzymam kredens! - spojrzenie na kosz prania
[J] : Aaa, pranie będziesz wieszać. O tej godzinie?
[D] : No jak widać.
[J] : A u mnie jest dużo prania do powieszenia...
[D] : No ty chyba żartujesz!? - poszłam na balkon, żeby powiesić połowę i zdejmować je bo zaczęło padać.
3. Inteligencja :
[J] : Wszyscy myśleli, że tata to hipohondryk. Jeszcze mówił, że ma raka, a nikt mu nie wierzył, a tu proszę... Trzy lata temu był na badaniach i nic nie wykazało! - no oczywiście, bo nowotwór złośliwi nie rozwinie się w przeciągu trzech lat.
4. Wyrozumiałość :
[J] : I dziecko wychowywać i nie mieć z niego pożytku - ja oczywiście myślę, że dzieci wychowuje się tylko po to, żeby mieć pożytek, po chwili domyśliłam się, że pewnie o takiej dalekiej kuzynce Żanecie - Może i to jest miłość, ale taka chora. No bo oni takiej wszystko oddają, a ona taka jest. Pownnni ją zostawić i o niej nie myśleć, bo ona taka niewdzięczna. - wyjaśnię, że owa Żaneta cierpi na jakieś zaburzenia psychiczne. No ale pomyślmy logicznie, gdyby twoje dziecko miało jakieś problemy psychiczne, to kochałbyś je mniej? Nie chciałbyś dla niego jak najlepiej? No według Justyny, nie.
To tylko cztery z wielu przykładów. Wiem, że wszystkie są przedstawione na jednej osobie, ale podobna jest cała rodzina. Eh, dlaczgo!? Dlaczego otaczają mnie tacy ludzie!? Tego nikt nie wie. Moim największym marzeniem jest urodzić się w latach '65 - '70. Najlepiej w Los Angeles, lub Seatle. A dlaczego? Bo z tamtych lat wywodzą się najlepsze zespoły. Ogółóem podobała mi się kultura, styl ubierania, rozkwit rocka. Wszystko. Teraz? Era popu, rapu i techno. To straszne. Ja chcę wehikuł czasu. Kupicie mi na urodziny? Eh, rozpisałam się trochę, ale teraz już kończę, bo nie ma internetu i strasznie chce mi się spać. Bywajcie.

Rozrywek ciąg dalszy.

Z powodu braku internetu położyłam się spać przed godziną pierwszą,  jako, że rodzinka została na noc, musiałam spać w swoim pokoju. Dla wyjaśnienia, mamy trzy pokoje. Mój jest średni, największy służy za salon, ale moja mama tam śpi, bo tam lubi, ja śpię w najmniejszym pokoju, bo tamto łóżko jest wygodniejsze niż moje. Tak więc w salonie spała rodzinka, moja mama nie zaśnie w tym moim pokoju, więc poszła do tego co ja tam śpię, a mi pozostała wanna i ten mój pokój. Wybrałam pokój. Gdy rozłoży się łóżko jedna połowa jest za twarda, a druga za miękka. Wybrałam tę twardą, bo na czymś miękkim nie zasnę. Bolą mnie plecy, kark i głowa a ponadto obudziłam się obok łóżka. Dodam jeszcze, że kochane łóżko skrzypi przy najmniejszym ruchu. Okey, potem obudziłam się i leżałam w łóżku. Wtem do pokoju bez pukania wpierdoliła się Justynka i kazała mi wstawać, żeby pomóc w robieniu śniadania. Poszłam do łazienki, stoję, jestem po prysznicu, ubieram się, byłam akurat w momencie zakładania stanika, aż otworzyły się drzwi. Do łazienki wpierdolił mi się wujek! Ja w ostatniej chwili szarpnęłam za drzwi i je zamknęłam. Prawdopodobnie mogą zostać do jutra, lub do popołudnia, bo jedyny kierowca ma takiego kaca, że chuj. Na chwilę obecną koniec notki. Amen.




"Nasza mała dziewczynka dojrzała tak szybko! Dasz wiarę, że to dzieje się naprawdę?!

Ledwie pamiętam czas kiedy była młoda. Jedyne wspomnienie, które się teraz wyłania, to dzień kiedy obcięła sobie włosy. Tak bardzo się wtedy na nią wściekłem! Mimo to nie powinienem był na nią krzyczeć. Teraz tego żałuję. Żałuję tego wszystkiego.
Będę pierwszym, który przyzna, że nie byłem najlepszym ojcem. Chciałbym, żeby było inaczej, ale moja praca wymagała tak dużo czasu. Chciałbym żeby mogła zrozumieć, że ja tylko próbowałem utrzymać Ciebie i ją. Pragnąłem dla was jak najlepiej. Wiem, że to było dla Ciebie trudne, wychowywać ją samotnie. Wiem, że wymagała więcej uwagi niż mogłaś jej poświęcić. Nie winię Cię za wszystkie te kłótnie; wiem, wychowywanie jej było żmudne.Teraz Twe ciało cierpi za to. Tak bardzo mi przykro.
Potrzebowała mnie! Potrzebowała ojca! Żałuję, że nie cieszyłem się z bycia ojcem kiedy miałem na to jeszcze szansę. 
Ma Twoje piękne oczy. Kładzie je na stole, później zaczyna wydłubywać moje."

sobota, 7 lipca 2012

07.07.2012

Hmm... dodaję ten post po to, ażeby po prostu coś dodać... i zareklamować swój drugi blog. Jutro postaram się coś napisać. Tymczasem polecam te blogi :

Żeby jakoś przedłużyć ten post, dam wam mą genialną radę, którą ostatnio dałam Agnieszce : 

"-ej kim jest lepiej zostać? Fotografem czy weterynarzem ,kocham zwierzaki ,ale kocham też robić zdjęcia
-Striptizerką. "

Ok, nie przedłużam na siłę. Pa.




czwartek, 5 lipca 2012

05.07.2012

UWAGA! Przepraszam bardzo za niepublikowanie notek, ale jakoś nie mogę się do tego zabrać. Nie obiecam poprawy, bo dotąd moje obietnice były bez pokrycia. No ale, co ja na to poradzę? Okey, dzień wczorajszy.

WEDNESDAY MORNING

Obudziłam się jakoś przed 9, co jest dość dziwne, bo położyłam się o 4... Więc wstałam, umyłam się i usiadłam na GG. Była już Matyldzia. Potem doszła Pani Hrabia, no i siedziałam/leżałam i pisałam na GG. Nie wymieniłam Agi, bo ona jest prawie zawsze. W gruncie rzeczy wymieniłam ją teraz... Przeczę sama sobie... świetnie. Potem umówiłam się z Agą na dwór i przekładałyśmy godzinę wyjścia, więc zamiast o 12, wyszłyśmy o 17.


I'M SATAN

Udałam się z Agnieszką do Jeremiasza, zauważyłyśmy Ziemka i Huberta, oni zaczęli uciekać, uciekli na górę, chyba myśląc, że będziemy ich gonić, my jednak poszłyśmy do Jeremiasza, Agnieszka poszła do kibla, ja zmusiłam go, żeby otworzył mi napój. Potem zapytałam się, czy możemy u niego spać, jego mama powiedziała, że jak będzie miał własne mieszkanie, on zgodził się nas zaprosić jak już się wyprowadzi 
(^^) Potem do niego przyszli Ziemek i Hubert, dmuchali w takie gwizdki, takie no wiecie, że się dmucha i on się tak rozwija, no i ja to porównałam, do odgłosów gwałconego wielbłąda. Potem Ziemek nazwał mnie szatanem. Next. Ziemek i Hubert gdzieś poszli, a my przez nich dostaliśmy ochrzan od jakiejś babki... Potem poszłyśmy do Inter Marche, na plac i do lasu. Poszłyśmy nad strumień, potem postanowiłyśmy wracać, po drodze spotkałyśmy Ziemka, Huberta i Jeremiasza. Oni oblali nasz kamień wodą! Jak oni śmieli... Potem Hubcio rzucił w nas kamieniem, albo patykiem, Aga rzuciła kamieniem, tak, że Hubert dostał w kolano i zaczęło się....


STONE WAR

Wszyscy trzej zaczęli rzucać w nas kamieniami, które nawet do nas nie dolatywały, ja nie ruszałam się z miejsca, Aga tak samo, w końcu zaczęłyśmy im podawać kamienie, ja z nudów zaczęłam pisać SMS'y, nadal się nie ruszając i oberwałam z kamienia tylko raz... z takiego malutkiego... w sam czubek palca od nogi. W końcu znudzone poszłyśmy do domów.


NOTHERN STAR

Do godziny drugiej pisałam na GG i SMS'owałam z Pauliną.






poniedziałek, 2 lipca 2012

03.07.2012

Jest 02:16, właśnie mam dylemat - położyć się, choć nie jestem śpiąca, czy dalej siedzieć i z nudów przeglądać besty i inne gówna? Chyba się położę. Dodaję notkę tylko dla tego, że dawno nie dodawałam. Jezuu! Moja głowa! Boli... Eh... Dobra. Dobranoc.